30-31 grudnia 2025: Śnieżyca, jakiej dawno nie było
Grudzień 2025 roku był bezśnieżny aż do nocy 28/29; to był lekki opad. Obfity opad zaczął się we wtorek 30-ego około godziny szóstej wieczorem; sypało energicznie prawie do rana, gdy to na stacji Okęcie odnotowano 12-centymetrową pokrywę. Sprawcą był niż wschodnioeuropejski „Roman”. W ciągu dnia sylwestrowego padało tylko przelotnie. Druga fala śnieżycy rozpoczęła się około godziny trzeciej po południu i trwała ze znaczną intensywnością do godziny dziewiątej wieczorem; rano w dniu Nowego Roku Okęcie raportowało 23 cm śniegu na ziemi. Sprawcą drugiej fali śnieżycy był niż skandynawski „Tizian”. Temperatura w trakcie obu fal wahała się od 0°C do -4°C.
Reakcje na to wydarzenie można w uproszczeniu podzielić na dwa typy. Pierwszy – medialny: ogłoszono wielką sensację i mimo, że to zima, stacje telewizyjne, radiowe, portale internetowe i media społecznościowe rozgrzały się do czerwoności, na wyścigi publikując obrazy śniegu, podkreślając dramaturgię tego wydarzenia, traktując je jako niezwykłą sensację. Drugi typ reakcji był społeczny – Polacy w wieku 30+ studzili aurę sensacji podkreślając, że „kiedyś” (czyli „za ich czasów”) śnieżyce tej wielkości – albo większe – były zjawiskiem absolutnie normalnym i częstym, występującym niemal każdej zimy, a to co się teraz stało, jest li tylko – powrotem do zimowej normalności.
Kto ma rację? Sensacja czy normalność? Jaka jest prawda wynikająca z zimowych danych historycznych? Sprawdziłem warszawskie zimy wstecz aż do sezonu 1950/51 w poszukiwaniu opadów śniegu w wysokości 20+ cm pochodzących z jednej, dwóch bądź trzech fal opadowych, które można przypisać do jednej, tej samej sytuacji barycznej. Wynik kwerendy przedstawia poniższa tabelka. Pamiętajmy, że ukazuje ona tylko najbardziej obfite śnieżyce; nie oznacza ona wcale, że reszta zim była bezśnieżna (po prostu opady były mniej obfite lub pokrywa śnieżna na ziemi ulegała stopniowej akumulacji z opadów słabych bądź umiarkowanych, jakie są regułą w Warszawie).

*1956-1979 obliczenia własne (na podstawie danych ze stacji IMGW Okęcie), 1986-2025 IMGW/Ogimet).
Co się okazuje? To samo, co zwykle – że prawda leży gdzieś pośrodku drogi od jednej skrajnej reakcji do drugiej (czyli od „niesłychanej sensacji” do „normalnej zimy”). Śnieżyce tej intensywności w ukazanym okresie wcale nie były zjawiskiem tak częstym, jak to przedstawiają starsi Warszawiacy. Były zjawiskiem rzadkim. Na 76 sprawdzonych sezonów zimowych wystąpiły tylko w 15-stu. To klasyczny przykład, jakie figle wyprawia zawodna ludzka pamięć; po prostu wydarzenia ekstremalne, które później długo nie występują, we wspomnieniach stopniowo „rosną” i „wydłużają się” w czasie. Ludzie uogólniają jednostkowe wydarzenia które wryły im się w pamięć, traktując je jako reprezentatywne. Czołowym przykładem „rozszerzonej” śnieżycy w pogodowej mitologii warszawskiej jest (ciągle wspominany) „sylwestrowy atak zimy” z przełomu lat 1978/1979, mający dowodzić, że „wtedy były prawdziwe zimy”; a przecież było to wydarzenie wyjątkowe w przedstawionym okresie. Można je nawet nazwać ekstremalnym dla całego okresu historycznych obserwacji warszawskiej aury (atoli nie jedynym).
Jednak – z drugiej strony – śnieżyca „Roman-Tizian” jest wydarzeniem istotnym w ewolucji warszawskiego klimatu. Nie dlatego, że jest czymś niesłychanym, bo to nieprawda (jak widzimy), tylko dlatego, że przerwała najdłuższy (w omawianym okresie) 15-letni (2010-2025) okres braku tak obfitych śnieżyc. Dlatego dla Warszawiaków 20-letnich i młodszych jest pierwszym w swoim rodzaju doświadczeniem w stolicy.
Moim zdaniem, najważniejszy wniosek jaki płynie z „Romana-Tiziana” jest taki, że ocieplenie klimatu bynajmniej nie wyklucza występowania solidnego śniegu w Warszawie. Pojawił się jednak dopiero po długiej, 15-letniej przerwie. Przyszłość pokaże, czy obfite śniegi staną się u nas częstsze. To niewykluczone, gdyż – paradoksalnie – ocieplenie atmosfery może sprzyjać ich występowaniu (ale i krótszemu zaleganiu na ziemi).
VarsoviaKlimat.pl