25/06–1/07/2026: Rekordowa fala upału – podsumowanie
Czy niedawna fala silnego upału w końcówce czerwca 2026 roku była w każdym aspekcie rekordowa, historycznie bezprecedensowa dla naszej stolicy? Na pewno jest takową w aspekcie medialnej „histerii upałowej”; można by rzec, że o ile miasto było „rozpalone do czerwoności”, to dyskurs publiczny rozgrzał się „do białości”. Dzień po dniu słyszeliśmy i czytaliśmy o niemożliwym do zniesienia, nieludzkim żarze, o „piekle” czy „Armagedonie”, i tym podobnych „kataklizmach”. Straszono nas, że wyjście z domu grozi tragicznym zejściem z tego świata pod pierwszym zabójczym uderzeniem słońca, rozpisywano się o straszliwych skutkach temperatur, których człowiek nie jest w stanie znieść. Dawano różne dobre rady na przeżycie „piekła”, atoli ciekawe jest to, że przemilczano opcję na przetrwanie godzin największego skwaru która była najbardziej dostępną zwykłym Warszawiakom,, a mianowicie – spędzenie tegoż czasu w klimatyzowanych galeriach handlowych, które w najgorętszym dniu – czyli w niedzielę 28 czerwca – były akurat czynne (niedziela handlowa). No cóż, trudno liczyć na jakiekolwiek polecanie tychże galerii, gdy w narracji publicznej panuje ideologiczna moda na ich krytykowanie jako „świątyni konsumpcji” itp.
Omawiana fala upałowa jest już historią (w pierwszych dniach lipca temperatury powróciły do „rześkiej” warszawskiej normy). W dniach 25 czerwca – 1 lipca 2026 roku (siedem kolejnych dni) temperatury dobowe maksymalne nie spadały w stolicy poniżej 30,0°C. Czas na podsumowanie tejże fali w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, czy rzeczywiście mieliśmy do czynienia z bezprecedensowym Armagedonem, i czy faktycznie była ona aż tak okrutna w szerszym kontekście.
Otóż, niewątpliwie jest to wydarzenie ekstremalne w naszym klimacie. Przełomowe w zakresie dwóch parametrów: najwyższa temperatura po raz pierwszy (28 czerwca) przekroczyła 38 stopni Celsjusza w stolicy (w cieniu) a (nocno-poranna) Tmin nie spadła poniżej 24,7°C (29 czerwca). Pamiętajmy jednak, że te dane dotyczą pozamiejskiej, oficjalnej stacji lotniskowej. Drugim aspektem o wyjątkowym (na razie) charakterze jest to, że fala nastąpiła w czerwcu (6 z 7 dni fali), mimo, że klimatycznie najcieplejsze miesiące to nie czerwiec, tylko (w kolejności) lipiec i sierpień.
Poniższa tabela przedstawia fale upałów odnotowane w stolicy. Naliczyłem ich 75.
Dane PIM / PIHM / IMGW-PIB. Stacje: 1932-1943 Okęcie, 1944 Obserwatorium Astronomiczne, 1946 Bielany, 1947-2026 Okęcie. Opracowanie VarsoviaKlimat.pl.
A jednak – jak widać, tegoroczna fala nie jest rekordowo długa dla stacji Okęcie (w rankingu czasu trwania zajmuje miejsce siódme). Co prawda jej maximum absolutne to 38,1°C, czyli rekordowe, ale już w kategorii średniej Tmax całej fali, też nie zajmuje pierwszego miejsca – wyprzedza ją fala z 1994 roku (wśród dłużej trwających).
Poniższa tabela ukazuje dobowe temperatury omawianej fali ciepła w porównaniu do dotychczasowych rekordów.
Dane: PIM / PIHM / IMGW / IMGW-PIB.
Jak widać, te naprawdę rekordowe dni są dwa. To wydarzenie ważne, ale czy aż tak dramatyczne i niemal niemożliwe do przeżycia, jak malują to media? Warto też wiedzieć, że warszawski rekord upału przetrwał aż 134 lata (Obserwatorium Astronomiczne, 38,0°C z 20 sierpnia 1892), i został pokonany tylko o 0,1 stopnia. A więc tak skrajne gorąco chyba nie jest jednak nowością? Zamiast wołać w tonie bezrefleksyjnej sensacji, że rekord został pobity i ratuj się kto może, należałoby raczej zapytać, dlaczego dopiero teraz to się stało.
Nie piszę tego wszystkiego po to, by negować czy choćby bagatelizować znaczenie trwającego ocieplenia klimatycznego, które jest faktem, a omawiana fala upałów (zapewne) jest jego elementem. Chodzi o to, że analizując sytuację ogólną związaną z ociepleniem klimatycznym, zamiast narzucania nadmiernie sensacyjnej i histerycznej narracji, należałoby raczej rzeczowo wyjaśniać publiczności że podobna (albo silniejsza) fala upału jest czymś, czego należało się spodziewać. I że za nią – prędzej czy później – pójdą następne, na co należy się po prostu przygotowywać i do czego trzeba się dostosowywać. Straszenie ludzi „Armagedonem” nie wydaje się być pomocne. A poza tym, jest grubo przesadne, gdyż wskazane byłoby zachowanie pewnych proporcji: rekordowe Tmax wystąpiły u nas w trzech dniach, a nocy tropikalnych w czterech. Dużo? Dużo – jak na warszawskie warunki. A w skali roku, który ma 365 dni? Wszystko jest względne, wystarczy popatrzeć co się dzieje w tym roku w Madrycie, Rzymie, Waszyngtonie, Paryżu, a nawet Londynie. W porównaniu do tych miast, nasza ostatnia warszawska fala upałów to drobnostka. A przecież ludzie jakoś tam żyją.
VarsoviaKlimat.pl






