Czy zima 2025/26 była „wyjątkowo mroźna i śnieżna”?
Śnieg, który spadł w stolicy w końcówce grudnia 2025 roku, stał się u nas od razu wielką sensacją medialną. A gdy w styczniu nastąpiły długotrwałe mrozy, to w przestrzeni publicznej aż furczało od komentarzy o zimowym armageddonie, niesłychanie ciężkiej zimie czy o siarczystych arktycznych mrozach; oczywiście odezwały się też głosy przekonujące, że ta „arktyczna” zima stanowi jakoby dowód na to, że ocieplenie klimatu nie istnieje. Czy tak jest rzeczywiście, czy w perspektywie historycznej dłuższej niż kilkunastoletnia, zima 2025/2026 jest faktycznie zjawiskiem tak szokująco anomalnym w naszej stolicy? Aby się o tym przekonać, można sięgnąć do annałów historycznych. W przypadku (obecnie) oficjalnej warszawskiej stacji obserwacyjnej – czyli lotniska międzynarodowego Okęcie – sięgają one niemal 100 lat wstecz (pierwszym sezonem jest 1932/33).
Poniższa uproszczona tabela (1) zawiera obliczone odchylenia od wiekowej normy temperatury powietrza poszczególnych miesięcy oraz zim meteorologicznych (grudzień-luty) i sezonów „śniegowych” (listopad-marzec), od skrajnie chłodnych do skrajnie ciepłych. Ukazanych jest pięć miesięcy (listopad-marzec) tworzących to, co nazwałem „sezonem śniegowym” (wiemy że śnieg czasem pada w Warszawie także w październiku i kwietniu, a nawet w maju, jednak za rzadko i za mało, by uwzględnić te miesiące w „zimowej” klasyfikacji termicznej). Chodzi o to, by uzyskać też wgląd w bezpośrednią „otoczkę” zimy meteorologicznej.
Tab. 1 cz. 1.
Tab. 1 cz. 2.
*Seria homogeniczna – dane ze stacji Okęcie, Bielany, Open-Meteo (ekstrapolacja). Źródło: PIM / PIHM / IMGW-PIB.
Powyższa tabela wyraźnie ukazuje, jak w trakcie niemal 100-letniego okresu następowało ocieplenie sezonu zimowego w trzech fazach: pierwsza to sezony 1971-1987, druga – 1988-2013, oraz trzecia – intensywniejsza – 2014-2025. Czy zima 2025/26 faktycznie okazuje się ekstremalnie mroźną, jak nam to wmawiają liczne media? Tak, ale wyłącznie w kontekście okresu lat 2014-2025. Wobec średniej temperatury całego okresu, zima meteorologiczna 2025/26 mieści się w termicznej normie, a pełny okres „śniegowy” jest nawet odeń cieplejszy.
Tabela 2) to ranking temperatur miesięcy i sezonów – od najniższych do najwyższych, oraz pokrywy śnieżnej na ziemi – jej suma sezonowa (cm) i długość zalegania (liczba dni, wysokość pokrywy minimum 1 cm).
Tab. 2 cz. 1.
Tab. 2 cz. 2.
*Seria homogeniczna – dane ze stacji Okęcie, Bielany, Open-Meteo (ekstrapolacja). Źródło: PIM / PIHM / IMGW-PIB.
Jak widać w powyższej tabeli, w żadnej kategorii sezon zimowy 2025/26 nie znalazł się w ścisłej czołówce najbardziej „zimowych”. Najwyżej znajduje się parametr „suma pokrywy śnieżnej” (poz. 17), co wynika z długotrwałego utrzymywania się na ziemi pokrywy śniegu spadłego głównie pod koniec grudnia. Rzekomo „niesłychanie mroźny” styczeń jest na pozycji 23., a luty wypada jeszcze słabiej, bo na 33-ej. Pozycje listopada (67), grudnia (85) oraz marca (ostatnia 94) raczej nie wymagają komentarza w tym kontekście. Średnia temperatura zimy meteorologicznej (-1,87°C) sytuuje ten sezon na niezbyt imponującej 37-ej pozycji, a gdy doliczymy listopad i marzec, to cały sezon „śniegowy” zjeżdża w dół na pozycję 70-tą.
Wracając do kwestii śniegu, jak wspomniano, suma jego pokrywy wypada stosunkowo najmocniej, bo na pozycji 17-tej, ale i tutaj pojawia się „haczyk”: w kategorii liczby dni z pokrywą śnieżną, zima 2025/26 wygląda znacznie słabiej (pozycja 43). A to dlatego, że pokrywa utrzymywała się tylko 24-25 listopada oraz od 31 grudnia do 23 lutego. Poza tym nie było jej w ogóle.
Tak naprawdę, jedynym nadzwyczajnym wyróżnikiem minionej zimy jest nieprzerwane utrzymywanie się śniegu na ziemi przez cały styczeń i większość lutego, co wynika ze „szczęśliwego” zbiegu dwóch okoliczności: pierwszej – dość znacznej ilości „białego puchu” spadłego w dniach 30 grudnia 2025 – 4 stycznia 2026 (w sumie 29 cm), oraz drugiej – zaraz po ustaniu opadów nastąpił kilkudniowy mróz, który zmroził i skonsolidował tę pokrywę. Gdy w dniach 10-11 stycznia jeszcze dosypało 10 cm, dodatkowo „utrwalonych” drugą falą mrozów (w dniach 16-25 stycznia), to powstały sprzyjające warunki do przetrwania kolejnych odwilży przez zalegający śnieg. Poza tym, odwilże te były zrazu słabe i krótkie, dopiero w dniach 11-13 lutego silniejsza, ale nawet ona nie wystarczyła, by całkowicie stopić zlodowaciały śnieg. Kto by więc uwzględniał te odwilże w ocenie „surowości” zimy, albo fakt, że mrozy nigdy nie osiągnęły wartości naprawdę skrajnych (najniższe Tmin tylko zbliżyły się do -20°C jedynie przez trzy noce)? Kto pamiętał, że grudzień – przecież miesiąc zimowy – był bardzo łagodny? Większość obserwatorów porównywało po prostu warunki do „niezimowych” sezonów poprzednich kilkunastu lat. I tak w styczniu/lutym 2026 – przy aktywnym udziale goniących za pogodową sensacją mediów (rozpisujących się o „zimowym armageddonie” itp.) – powstała legenda o rzekomo niesłychanie mroźnej i śnieżnej, arktycznej zimie, właściwie anomalnej. W świetle statystyki, prawda wygląda jednak inaczej. Prawda jest taka, że zima znacznie ostrzejsza od kilkunastu poprzednich musiała wreszcie nastąpić, jeśli mamy mieć do czynienia choćby z nieśmiałą próbą przywrócenia jakiejś wielowiekowej równowagi klimatycznej dla naszej stolicy. A i tak zimie tej daleko do tych naprawdę najbardziej mroźnych/śnieżnych z ostatnich 94-ech lat.
Wiele wskazuje na to, że ocieplenie klimatu trwać będzie dalej, a nawet nasilać się (wiemy już, że marzec 2026 był rekordowo ciepły), a miesiące takie jak styczeń/luty 2026 będą mieć charakter incydentalnej korekty trendu ocieplenia, nic więcej. Czy tak będzie, przyszłość pokaże.
VarsoviaKlimat.pl








