7-10 lipca 2025: obraz medialny niżu „Gabriel”
W drugim tygodniu tegorocznego lipca Polska rozgrzała się do czerwoności. Nie w sensie temperatury powietrza, tylko wzmożenia medialnego związanego z nasunięciem się nad nasz kraj niżu o rodowodzie śródziemnomorskim (popularnie zwanego „genueńskim”).
W walce o tzw. klikalność, autorzy artykułów, komentarzy, analiz czy wywiadów w sieci, blogów, podcastów itd., (a także w tradycyjnych mediach) tworzą aurę sensacji wokół wydarzeń pogodowych, które nie odbiegają znacząco (albo w ogóle nie odbiegają) od normy klimatycznej. Jest to zjawisko tak masowe, że zajmowanie się nim nie pozostawiałoby czasu na nic innego.
Jednak burza medialna, jaka w dniach 7-10 lipca br. rozpętała się wokół (nasuwającego się nad Polskę wschodnią z południowego zachodu) niżu „Gabriel”, skłania do reakcji. Zapowiadano niesłychany Armagedon pogodowy w postaci gigantycznych ulew, niszczycielskich wichur i piorunów. Warszawa znalazła się w oku tego cyklonu medialnego; masa komentarzy, alerty RCB i inne ostrzeżenia mówiły o rekordowych sumach opadowych (o ile pamiętam, najbardziej ambitne zapowiedzi dziennikarskie mówiły o opadach deszczu w stolicy sięgających bodaj połowy normalnej sumy całorocznej). Innym szokującym czynnikiem miał być wielki spadek temperatury; niż miał ściągnąć niesłychane (jak na lipiec) zimno, przy dotąd nieznanym spadku temperatury w krótkim czasie. A na dokładkę do tego wszystkiego miały nas zaatakować niszczycielskie burze i wichury, siejące spustoszenie na swojej drodze.
Te apokaliptyczne prognozy komentatorzy uzasadniali ociepleniem klimatycznym. W uproszczeniu chodzi o to, że wody mórz i oceanów – w tym przypadku Morza Śródziemnego i Czarnego – coraz silniej się nagrzewają, co stymuluje parowanie, a co za tym idzie, pompowanie w atmosferę pary wodnej i powstawanie naładowanych wilgocią niżów, które następnie ruszają w kierunku północno-wschodnim na podbój m.in. Polski, niosąc potężne opady. To wyjaśnienie brzmi logicznie. Powstaje jednak pytanie, czy (jak to często przedstawiały media) „uderzenia” niżów niosących obfite opady, silne wiatry i znaczne spadki temperatury w środku lata są rzeczywiście zjawiskiem u nas nowym, czy choćby niemal nieznanym w przeszłości?
Oto tabela lipcowych niżów genueńskich / czarnomorskich / atlantyckich z ostatnich 95-ciu lat, które przyniosły znaczne sumy opady w trzech kolejnych dniach. Nie dopatrzyłem się klasycznych lipcowych „trzydniówek” w 37 latach (1937, 1939, 1946, 1952, 1953, 1959, 1962, 1963, 1964, 1965, 1967, 1969, 1971, 1972, 1976, 1980, 1982, 1983, 1984, 1986, 1987, 1988, 1991, 1992, 1995, 1998, 1999, 2002, 2003, 2004, 2005, 2013, 2014, 2017, 2019, 2022, 2023). Pamiętać trzeba, że przyjąłem sztywne kryterium trzech kolejnych dni dających w sumie największy opad z danego miesiąca. W wielu z wymienionych 37-miu lat pojawiały się incydenty opadowe o zbliżonym charakterze (np. dwa, cztery albo więcej kolejnych dni opadowych, albo trzy dni rozdzielone jednym bezopadowym, itd.), a także – rzecz jasna – pojedyncze dni opadowe. Tych wszystkich nie uwzględniłem w tabeli.
Dane bazowe: PIM-PIHM-IMGW-IMGW/PIB, Wetterzentrale.de (NOAA). Opracowanie VarsoviaKlimat.pl.
Jak widać*, 58 lipców – czyli 61% wszystkich z okresu 1933-2025 – miało incydenty pogodowe bardzo zbliżone swoimi parametrami do tegorocznego, osławionego „Gabriela”. 10 z nich ma rodowód środkowoatlantycki, 15 – czarnomorski, 8 – genueński, 25 – północnoatlantycki.
Jakie wynikają wnioski z powyższej tabeli w odniesieniu do tez medialnych dotyczących niżu „Gabriela”? Czy tezy te są prawdziwe? Rozważmy je kolejno.
- Niże genueńskie w lipcu (o podobnych do „Gabrieli” parametrach) nie są zjawiskiem nowym w Warszawie, choć nie są czę W ostatnim (niemal) stuleciu pojawiały się średnio raz na około 12 lat. Co prawda wystąpiły kolejno w latach 2024 i 2025, ale wcześniej ich nie było przez prawie ćwierć wieku.
- Trzydniowa suma opadu z „Gabrieli” (24,9 mm) nie wyróżnia się, a mówiąc ściślej, wyróżnia się tym, że jest niska; wszystkie pozostałe lipcowe „genueńczyki” zrzuciły na miasto więcej opadu (niekiedy kilkakrotnie więcej).
- Podczas „Gabrieli” Tmax spadła w ciągu doby o 10,5 stopni. To żadna wielka sensacja. Podobne (niekiedy większe) spadki miały miejsce w latach 1931, 1938, 1947, 1975, a w ciągu dwóch dób – w 1949, 1954, 1961, 1985, 1993, 1994, 2015.
- W trakcie „Gabrieli” z różnych stron (medialnych) rozlegały się lamenty, że „zrobiło się niesłychanie zimno” jak na lipiec. Prawda jest taka, że spadki Tmax poniżej 20 stopni Celsjusza w lipcu podczas panowania niżów genueńskich (i innych), nie są żadną anomalią. A do końca XX wieku były wręcz typowe.
- Wreszcie kwestia wiatru – jego średnia prędkość za trzy dni „Gabrieli” to 18,1 km/h, to dość wysoka wartość, ale tylko w kontekście obecnego okresu referencyjnego (od lat 1990-tych). Takie same lub większe prędkości „genueńskie” wystąpiły w latach 1938, 1949, 1950, 1951, 1956, 1960, 1970, 1973, 1974, 1975, 1981, 1993. Pamiętalmy, że to nie wszystkie przypadki silnych wiatrów w lipcu.
- Trzeba też dostrzec, że podczas napływu niżów zmierzających do nas z „tradycyjnego” kierunku, czyli z rejonu Morza Północnego, niejednokrotnie padało znacznie więcej i wiało mocniej niż podczas „Gabrieli”.
Jakie płyną wnioski z powyższych faktów?
Ocieplenie klimatyczne jest rzeczywistością. Jak ostrzegają naukowcy, jednym z jego przejawów jest (będzie) nasilenie ekstremalnych zjawisk pogodowych (huraganów, burz, ulew, powodzi, susz, upałów, itd.). Nie jest wykluczone, że taka czeka nas przyszłość. Jednak przedstawianie w mediach niektórych zjawisk jako anomalnych, ekstremalnych, niezwykłych i niespotykanych (nieznanych w przeszłości) – które takimi nie są – i podawanie tychże jako „dowodów” na pogłębianie się „katastrofy klimatycznej”, sprawi, że szeroka publiczność nie będzie wspomnianym ostrzeżeniom dowierzać.
*Oceny genezy (rejonu powstania) układów barycznych mają charakter orientacyjny.
VarsoviaKlimat.pl





